W Zawadzie pierwsze półrocze bez piłki nożnej

W pierwszej rundzie zamojskiej klasy okręgowej Gryf Gmina Zamość wypadł najlepiej spośród wszystkich czterech beniaminków. Na półmetku rozgrywek sklasyfikowany jest w ligowej tabeli na szóstym miejscu z dorobkiem dwudziestu czterech punktów. Na własnym stadionie w Zawadzie Gryf ograł m.in. prowadzącą w tabeli Huczwę Tyszowce. Wiosną u siebie zespół z gminy Zamość jednak nie zagra. W roli gospodarza będzie występował na boisku za Rotundą w Zamościu.

Szóste miejsce Gryfa Gmina Zamość to jedna z największych niespodzianek rundy jesiennej w zamojskiej klasie okręgowej. Chyba nawet najwięksi optymiści z grona sympatyków tego zespołu nie przewidywali tak wysokiej pozycji na półmetku rozgrywek. Grający trener Roman Blonka i jego podopieczni plan na pierwszą rundę wykonali z nawiązką. – Przyznaję, że nie spodziewaliśmy się tego, że będziemy najlepsi w gronie beniaminków. Jeśli chodzi o poziom gry i uzyskane wyniki, to wypadliśmy na miarę oczekiwań. Zakładaliśmy zdobycie dwudziestu punktów. Taki dorobek miał nas satysfakcjonować. A my „ugraliśmy” cztery punkty ponad plan. Mamy powody do zadowolenia. Teraz chcemy dalej kontynuować dobrą passę – powiedział Tomasz Goździuk, dyrektor i piłkarz Gryfa.

W rundzie jesiennej Gryf wygrał siedem spośród piętnastu meczów. Uzyskał też trzy remisy, a pięć razy zszedł z boiska pokonany. Na uwagę zasługuje to, że Gryf był jednym z dwóch zespołów, który zdołał ograć najlepszą w lidze Huczwę Tyszowce (2:1 w Zawadzie, taki sam wynik w meczu z mistrzem półmetka uzyskała na własnym stadionie Unia Hrubieszów). Inne ciekawe rezultaty, to zwycięstwo w Łaszczowie z Koroną 6:0 i u siebie nad Sokołem Zwierzyniec 5:1. – Pokazaliśmy, że potrafimy wygrać w lidze z każdym rywalem. Że możemy powalczyć o dobry rezultat nawet w potyczkach z tak silnymi zespołami, jak Huczwa. A już na pewno stać nas na zwycięstwa nad zespołami, będącymi w naszym zasięgu. Nie uniknęliśmy jednak słabszych występów. Zremisowaliśmy 1:1 w Soli z Olendrem. Przegraliśmy 0:1 w Bełżcu z Orkanem, który w tej rundzie pozytywnie zaskoczył. Punktów straconych w tych dwóch meczach żal nam najbardziej. Warto zauważyć, że wysoko, bo 1:4, przegraliśmy tylko z Gromem Różaniec. Pozostałe porażki ponieśliśmy różnicą jednej bramki – stwierdził dyrektor Tomasz Goździuk.

Zespół z gminy Zamość to klasyczna mieszanka rutyny z młodością. – Procentuje to, że nasza młodzież przez dwa lata ogrywała się w klasie A. Nasi młodzi wychowankowie pokazują, że drzemie w nich spory potencjał. Jestem przekonany, że wiosną wypadną jeszcze lepiej. „Okręgówka” nie jest już im taka straszna. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli Wiktor Flaga, Szczepan Popko i Patryk Kierepka. Wiktor wrócił do nas z wypożyczenia do AMSPN Hetman Zamość. Z kolei Szczepan przez rok był na wypożyczony do Widoku Lublin, a starał się o niego Górnik Łęczna. Ci trzej młodzi piłkarze mają szansę na angaż w lepszych klubach. Nie blokujemy im kariery, staramy się ich promować. Wiosną będziemy dawali szansę zaprezentowania się w lidze naszym kolejnym wychowankom – powiedział dyrektor Tomasz Goździuk, który jest najstarszym piłkarzem Gryfa.

Najbardziej doświadczonymi zawodnikami zespołu z gminy Stary Zamość są – oprócz Tomasza Goździuka – grający trener Roman Blonka, a także były piłkarz Hetmana Zamość, mający w dorobku siedem meczów w ekstraklasie, w Odrze Wodzisław Śląski Tomasz Albingier i pozyskany przed rozpoczęciem rozgrywek z Unii Hrubieszów bramkarz Patryk Dobromilski. Sporo wniósł tego lata do drużyny innych wychowanek AMSPN Hetman, sprowadzony z Igrosu Krasnobród Dominik Karaszewski. – Romek nie tylko potrafi dobrze przygotować zespół pod względem fizycznym i taktycznym, ale także nieźle kieruje nim z boiska. Tomek miał słabszy początek rundy, ale jak już zaczął systematycznie trenować, to z powodzeniem brał ciężar gry na swoje barki. Patryk zasłużył na miano najlepszego bramkarza w klasie okręgowej. Naprawdę nie widziałem lepszego w tej lidze. Uważam, że powinien grać w wyższej klasie rozgrywkowej. Cieszymy się, że chce występować w naszym zespole. Sprowadzenie z Igrosu Dominika też okazało się strzałem w dziesiątkę. W dwóch poprzednich sezonach mieliśmy kłopoty ze zdobywaniem bramek, bo brakowało nam w składzie typowej „dziewiątki”. Dominik ten problem rozwiązał. Nie mógł i nadal nie może z nami trenować, bo pracuje w Rzeszowie. Oczekiwaliśmy od niego goli. I z tego zadania się wywiązał należycie – w rundzie jesiennej strzelił ich trzynaście – powiedział o swoich kolegach z zespołu Tomasz Goździuk.

Cel na rundę wiosenną? – Jeśli zdobędziemy tyle samo punktów, co w rundzie jesiennej, to będzie bardzo dobrze. Na pewno nie chcielibyśmy drżeć przed spadkiem – odpowiedział Tomasz Goździuk. Transferów tej zimy Gryf nie planuje. – Trenują z nami trzej nowi piłkarze: Kamil Nieć z Andorii Mircze oraz dwaj byli zawodnicy Sparty Łabunie – Krzysztof Zub i Piotr Soroka. Nikt nie zgłosił zamiaru odejścia. Nie wiemy, czy zdołamy zatrzymać w swoim zespole Dominika Karaszewskiego, który zagrał w sparingu, w Huczwie. Jeśli znajdzie sobie silniejszy zespół niż nasz, to na pewno nie będziemy go zatrzymywali na siłę – zapewnił Tomasz Goździuk. Do rundy wiosennej Gryf przygotowuje się od 12 stycznia. Piłkarze z gminy Zamość trenują trzy razy w tygodniu. Zajęcia odbywają się w hali sportowej w Zawadzie i na orliku w Żdanowie. – Frekwencja na treningach jest bardzo dobra. Do pierwszego zespołu dołączyli juniorzy. Na zajęcia przychodzi więcej niż dwudziestu piłkarzy – poinformował Tomasz Goździuk. Wiosną Gryf będzie korzystał jako gospodarz z boiska za Rotundą w Zamościu. – Ma to związek z budową budynku klubowego na stadionie w Zawadzie. Boisko zostanie przesunięte kilka metrów. Oficjalne otwarcie budynku i nowej płyty boiska nastąpi w sierpniu podczas dorocznego turnieju upamiętniającego Jana Wojtaszka – zapowiedział Tomasz Goździuk.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?