W oczekiwaniu na pierwsze zwycięstwo u siebie

W rundzie wiosennej Oriona Dereźnia prowadził będzie grający trener Artur Czerw. 42-letni piłkarz zastąpił w roli szkoleniowca Bartłomieja Kowalika, który pod koniec rundy jesiennej został trenerem czwartoligowej Łady 1945 Biłgoraj. Artur Czerw liczy na to, że jego zespół uratuje się przed spadkiem do klasy A. Żeby tak się stało, Orion musi zdecydowanie poprawić się w grze na własnym stadionie – w tym sezonie jeszcze nie wygrał na boisku w Dereźni Solskiej.

Orion Dereźnia słabo wypadł w rundzie jesiennej, w rozgrywkach zamojskiej klasy okręgowej. Zespół z gminy Biłgoraj zdobył w pierwszej części sezonu zaledwie dziewięć punktów i na półmetku rozgrywek plasuje się na czternastym miejscu, które na koniec sezonu będzie oznaczało degradację do klasy A. W przerwie zimowej zmienił się trener Oriona – Bartłomieja Kowalika zastąpił Artur Czerw. Uzyskane wyniki nie miały jednak na to wpływu. Bartłomiej Kowalik pod koniec rundy jesiennej został szkoleniowcem czwartoligowej Łady 1945 Biłgoraj. – Odczuwamy spory niedosyt po rundzie jesiennej, ponieważ mogliśmy zdobyć ze sześć, a może nawet dziewięć punktów więcej. Były takie mecze, w których mogliśmy powalczyć o lepszy rezultat. Mam nadzieję, że Bartek Kowalik będzie nam pomagał jako zawodnik chociaż w niektórych meczach. Jego boiskowe doświadczenie bardzo by nam się przydało. Takich zawodników nam brakuje w kadrze zespołu. To jeden z powodów tego, że w rundzie jesiennej nie wypadliśmy dobrze – powiedział Artur Czerw, nowy trener Oriona.

W rundzie jesiennej, w zamojskiej klasie okręgowej boisko w Dereźni Solskiej było jedyne, na którym gospodarze nie wygrali ani jednego meczu. W siedmiu spotkaniach na swoim obiekcie sportowym Orion zdobył zaledwie trzy punkty. Drużynie Artura Czerwa trudno będzie utrzymać się w lidze, jeśli nie zacznie wygrywać u siebie. – Szczerze? Nie wiem, dlaczego w tym sezonie naszym atutem nie jest własne boisko. W poprzednich sezonach naszym rywalom bardzo trudno grało się u nas. Drużyny się męczyły. Teraz lepiej czujemy się na boiskach przeciwników, nawet jeśli przegrywamy, a u siebie idzie nam kiepsko. Liczę na to, że w rundzie wiosennej boisko w Dereźni Solskiej będzie nam jednak pomagało – stwierdził trener Artur Czerw.

Przygotowania do rundy rewanżowej Orion rozpoczął 15 stycznia. Zespół trenował w hali, w Dereźni Solskiej, w terenie oraz na orliku przy Szkole Podstawowej nr 1 w Biłgoraju. – Frekwencja na treningach była zadowalająca. Gorzej było w te dni, w które rozgrywaliśmy sparingi. Zapowiadała się liczna kadra, a jednak zawsze kogoś brakowało. W efekcie miałem do dyspozycji tylko kilku rezerwowych na zmianę, a niekiedy nawet „gołą” jedenastkę. Myślę, że jednak na ligę się zmobilizujemy. Planujemy się utrzymać, choć zdajemy sobie sprawę z tego, że będzie ciężko. Liczę na zaangażowanie całego zespołu, a także na atut własnego boiska – wierzę w to, że w końcu będziemy u siebie wygrywali – powiedział trener Artur Czerw.

Do rundy wiosennej Orion przystąpi bez dwóch zawodników. Damian Rudy wyjechał do pracy w Warszawie. Trener Artur Czerw poinformował nas, że zawodnik ten chciałby występować wiosną w jakimś zespole z mazowieckiej klasy A lub B. Odszedł też Jakub Dyjach. – Piłkarz ten w rundzie jesiennej rzadko występował w klasie okręgowej. Prawdopodobnie szuka klubu, w którym mógłby grać częściej – poinformował Artur Czerw. A kto dołączy do jego zespołu? – Nie jestem jeszcze pewien tego, kogo nowego zgłosi nasz klub do rozgrywek w rundzie wiosennej. Być może dojdzie dwóch piłkarzy z biłgorajskiej ligi amatorskiej, z Gromady, w której mieszkam, oraz dwóch wychowanków Oriona, którzy ostatnio nie grali w lidze, ale wznowili treningi. Do najbliższej środy wszystko powinno się wyjaśnić – powiedział Artur Czerw.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?