Unia Hrubieszów – Włókniarz Frampol 6:1 (3:1). Różnica klasy

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Unia Hrubieszów strzelanie goli Włókniarzowi Frampol rozpoczęła od dwóch wykorzystanych rzutów karnych. Goście zdobyli kontaktową bramkę, ale potem gospodarze zaliczyli jeszcze cztery trafienia, a mogli znacznie więcej, bo sytuacji podbramkowych mieli sporo. Przyjezdni z rzadka opuszczali własną połowę. – Unia i Huczwa przerastają tę ligę – mówi trener Włókniarza Mirosław Kubina.

Na boisku w Hrubieszowie Włókniarz Frampol zachowywał czyste konto tylko przez kwadrans i dwie minuty. Wtedy w krótkim odstępie sędzia Bartłomiej Górski z Zamościa podyktował dwa rzuty karne dla Unii. Arbiter uznał, że najpierw przewinienia na polu karnym dopuścił się Damian Swatowski, a następnie jego brat Rafał Swatowski. Faulowani byli odpowiednio Mateusz Pańko i Jewgienij Gruj. To właśnie ten ostatni skutecznie wykonał oba karne. Szkoleniowiec Włókniarza Mirosław Kubina uważa, że obie „jedenastki” zostały podyktowane niesłusznie, a przedstawiciele Unii są zupełnie przeciwnego zdania, więc tę kwestię trzeba pominąć. – Te dwa karne „ustawiły” mecz. Do momentu zdobycia pierwszej bramki Unia nie za bardzo miała z czego strzelić gola. Oczywiście grała bardzo dobrze. Przeważała, ale nic z tej przewagi nie wynikało – nie miała ani jednej okazji do objęcia prowadzenia – mówi trener Mirosław Kubina. Przyjezdni zdobyli kontaktową bramkę. Rafał Omiotek wypuścił w „uliczkę” między dwoma środkowymi obrońcami Unii Mateusza Decyka, a ten wyszedł na pozycję sam na sam z Kamilem Tomczyszynem i posłał piłkę z piętnastu metrów przy słupku do siatki.

Unia jeszcze przed przerwą udowodniła, że w tym meczu należą się jej trzy punkty. Krystian Romanowski nie zdołał podwyższyć prowadzenia, bo po jego mocnym strzale z osiemnastu metrów piłka trafiła w poprzeczkę, ale jeszcze przed przerwą bramkę zdobył Błażej Omański. W drugiej połowie bramkarz Włókniarza jeszcze trzy razy musiał wyciągnąć piłkę z siatki, a pokonali go kolejno Błażej Omański oraz dwaj rezerwowi – Krystian Oleszczuk i Michał Blicharz. Unia cały czas prowadziła atak pozycyjny, a goście mieli trudności z opuszczeniem własnej połowy boiska. Bramkarz zespołu z Hrubieszowa Kamil Tomczyszyn chwytał piłkę tylko po nielicznych dośrodkowaniach z rzutów wolnych i rożnych. – Momentami próbowaliśmy nawiązać z Unią walkę. Chłopaki się starali, ale stać nas było tylko na jednego gola i jeszcze ze dwie niegroźne sytuacje podbramkowe. Unia od początku meczu grała tak, jakby była pewna tego, że trzy punkty pozostaną w Hrubieszowie. Była zespołem zdecydowanie lepszym i zasłużyła na to zwycięstwo – mówi trener Mirosław Kubina.

Unia Hrubieszów – Włókniarz Frampol 6:1 (3:1)

sobota, 19 maja 2018 Hrubieszów

skład Unii Kamil Tomczyszyn – Filip Pietrusiewicz (75 Michał Blicharz), Wojciech Baran (50 Dominik Kazan), Wadim Alochin, Krystian Romanowski – Łukasz Kamiński, Michał Wiejak (65 Mariusz Podgórski), Piotr Fulara (80 Tomasz Smoła) – Błażej Omański, Mateusz Pańko (60 Krystian Oleszczuk), Jewgienij Gruj
trener Dariusz Herbin

skład Włókniarza Karol Saj – Rafał Swatowski, Łukasz Kawęcki, Damian Swatowski, Piotr Myszak – Konrad Wnuk (60 Jarosław Spólnik), Wojciech Branewski, Karol Malec, Kamil Kapica (70 Mateusz Kubina) – Rafał Omiotek (67 Kamil Filipowicz), Mateusz Decyk
trener Mirosław Kubina

gole 1:0 Jewgienij Gruj 17 (z karnego), 2:0 Jewgienij Gruj 18 (z karnego), 2:1 Mateusz Decyk 30, 3:1 Błażej Omański 43, 4:1 Błażej Omański 72, 5:1 Krystian Oleszczuk 82, 6:1 Michał Blicharz 90
żółte kartki Mateusz Pańko, Krystian Oleszczuk (Unia), Wojciech Branewski (Włókniarz)
sędziował Bartłomiej Górski (Zamość)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?