Sparingi sobie odpuszczę

Nie wiem, jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać piłkarskiej rundy wiosennej. Pierwszy ligowy mecz na Lubelszczyźnie rozegrany zostanie w sobotę, 3 marca o godz. 17 w Łęcznej. Przedostatni w pierwszoligowej tabeli Górnik zagra z Wigrami Suwałki. Tego samego dnia Wisła Puławy stoczy na stadionie w Legionowie potyczkę z Legionovią o punkty w II lidze. Tydzień później zmagania rozpoczną trzecioligowcy z Motorem Lublin i Chełmianką na czele. Piłkarska Zamojszczyzna ożyje na dobre dopiero w weekend 17 i 18 marca. Na te dni zaplanowane zostały pierwsze w rundzie rewanżowej mecze w IV lidze i klasie okręgowej. Na pełnię piłkarskiej wiosny w naszym regionie musimy zatem czekać jeszcze prawie miesiąc.

Dla kogoś, kto od przeszło dwudziestu pięciu lat soboty i niedziele spędza na stadionach, wszelkie przerwy w rozgrywkach piłkarskich są nie do zniesienia. Co prawda piłkarze kopią nawet na śniegu, jednak suplementy diety nie zastąpią smaku pożywnej, pełnowartościowej sałatki lub surówki – żaden, nawet stojący na najwyższym poziomie sparing nie jest w stanie zaspokoić potrzeb wytrawnego kibica tak, jak mecz o ligowe punkty. Wiadomo, że największe emocje wywołuje stawka meczu. A sparingi nierzadko tylko zaciemniają obraz rzeczywistości, bo są po to, by zespoły mogły się przygotować do rozgrywek, a nie wykazać swoimi umiejętnościami. Ostatni raz mecze kontrolne z należytą uwagą oglądałem latem 2007 roku, gdy miałem przyjemność wespół z działaczami Olendra Sól Lucjanem Kupczakiem i Wiesławem Niemcem oraz trenerem Michałem Furlepą budować drużynę „na szóste miejsce w klasie okręgowej”. Sparingi w wykonaniu Olendra wyglądały wtedy koślawo, żeby nie użyć słowa „beznadziejnie”. Zwyczajnie nie dało się ich oglądać. Raził brak zgrania poszczególnych formacji, męczyła nieskuteczność, wkurzało pozornie lekkie podejście zawodników do rywalizacji. Obawy o to, czy zbudowany naprędce z młodych piłkarzy zespół poradzi sobie w walce o szóste miejsce, były jak najbardziej uzasadnione.

Tylko prezes Lucjan Kupczak pałał jakimś niespotykanym spokojem i optymizmem. Chyba nigdy nie zapomnę tego, co powiedział przed pierwszym meczem w „okręgówce”, z Huczwą Tyszowce. Stwierdził, że Olender ma drużynę na IV ligę, a wynikami meczów kontrolnych i słabą grą zespołu nie ma co się przejmować. Wykrakał. W inauguracyjnym spotkaniu z zespołem z Tyszowiec podopieczni trenera Michała Furlepy zagrali koncertowo, jak na realia klasy rozgrywkowej, w której przyszło im występować, a do ich poziomu dostosował się rywal. Obie drużyny stworzyły jeden z najlepszych meczów w historii klasy okręgowej, które obejrzałem. Piłka chodziła jak po sznurku, akcje były szybkie, dynamiczne, nie brakowało emocji, bo bramkarze co chwila byli w opałach. Natomiast gole strzelone dla Olendra przez Grzegorza Ciosa i Łukasza Kusiaka były z gatunku niezapomnianych. Dobre przygotowanie do sezonu beniaminek „okręgówki” potwierdził także w następnej kolejce, na stadionie w Werbkowicach, gdzie wygrał z tamtejszym Kryształem 3:0. A rok później klub z Soli szykował się już do ligowej rywalizacji z Wisłą Puławy, Chełmianką, Podlasiem Biała Podlaska i Lublinianką.

Przez lata relacjonowania dla czytelników przygotowań zespołów piłkarskich do rozgrywek nauczyłem się jednego – to, co wydarzyło się w trakcie sparingów, należy traktować ze sporą rezerwą, a już na pewno nie warto ekscytować się wynikami meczów, które w swoim założeniu służą ćwiczeniu, testowaniu, sprawdzaniu. Dlatego pozwólcie, drodzy przyjaciele z boisk Zamojszczyzny, że jeszcze przez pewien czas pozostanę kibicem w kapciach i będę delektował się tym, co można zobaczyć w telewizji, choć nie jest to moje ulubione zajęcie – zdecydowanie wolę czuć klimat stadionu, nawet jeśli jest to wiejskie boisko, bez ławek, na których można usiąść, położone między kukurydzą a tytoniem. Sparingi na śniegu sobie odpuszczę. Zobaczymy się na obiektach sportowych wtedy, gdy ruszy walka o ligowe punkty. Pozostał już tylko niecały miesiąc, a właściwie – aż niecały miesiąc.

Marek Sztochel



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?