Sokół Zwierzyniec – Victoria Łukowa Chmielek 0:5 (0:2). Sokół pomagał Victorii strzelać gole

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Licznik nadal bije. To już dziesiąty z rzędu mecz Sokoła Zwierzyniec bez zwycięstwa. Na starym stadionie przy ul. Wachniewskiej w Zwierzyńcu Victoria Łukowa Chmielek zasłużyła na wygraną, ale różnica pięciu goli nie odzwierciedla przebiegu meczu. Gospodarze pomagali gościom zdobywać bramki, popełniając karygodne błędy. Dwa gole strzelił debiutujący w Victorii 16-letni Tomasz Gajur, który do rozgrywek został zgłoszony kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania.

Gdy Sokół Zwierzyniec i Victoria Łukowa Chmielek przeprowadzały przedmeczową rozgrzewkę, z Miączyna dobiegła wiadomość, że Orion Dereźnia nie przyjedzie na mecz z Olimpią z powodu rzekomej awarii busa. Chwilę później związkowy obserwator Konrad Kostrubała z Zamościa poinformował trenerów zespołów ze Zwierzyńca i Łukowej, że spotkanie rozpocznie się z opóźnieniem, ponieważ podróżującym z Lublina sędziom zepsuł się samochód. Sokół i Victoria ruszyły do boju 33 minuty później niż zaplanowano. Goście wygrali w Zwierzyńcu 5:0 (2:0), ale trzeba jednak uczciwie przyznać, że ten wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na starym boisku Sokoła przy ul. Wachniewskiej. Chociaż Victoria prezentowała się lepiej pod względem piłkarskim, to jednak gospodarze włożyli w tę potyczkę mnóstwo serca i podjęli walkę z silniejszym przeciwnikiem. A że brakowało im umiejętności, by poważniej zagrozić drużynie z Łukowej, i pomogli jej zdobyć pięć bramek – to już zupełnie inna sprawa.

Mecz nie obfitował w sytuacje podbramkowe, a dobrej grze nie sprzyjało boisko, którego stan pozostawia wiele do życzenia. W pierwszej połowie z wyraźną pomocą gospodarzy Victoria strzeliła dwa gole. Michał Myszak sfaulował na polu karnym wychodzącego na czystą pozycję Jacka Kulpę i Krystian Szostak mógł strzelić gola z karnego. Potem „wielbłąda” popełnił Marcin Sirko. Grający trener Sokoła w prosty sposób dał sobie odebrać piłkę. Krystian Szostak zablokował jego próbę dalekiego zagrania, wyszedł na pozycję sam na sam z Kacprem Komorowskim, ale jeszcze zagrał futbolówkę do lepiej ustawionego Jacka Kulpy, który z bliska pokonał zwierzynieckiego bramkarza. Godna odnotowania była jeszcze świetna interwencja nogą przed linią bramkową Kacpra Komorowskiego, który zastępował w bramce Sokoła pauzującego za czwartą żółtą kartkę Grzegorza Paczosa. Nic więcej ciekawego w pierwszej części spotkania się nie działo.

W drugiej połowie Kacper Komorowski nie dał się pokonać Jackowi Kulpie – złapał piłkę w sytuacji „jeden na jednego”. Zaliczył też świetną interwencję po mocnym strzale Krzysztofa Karwackiego – sparował piłkę za bramkę. W międzyczasie odbił jednak piłkę przed siebie pod nieodpowiednim kątem, ułatwiając w ten sposób zdobycie bramki Kacprowi Dadakowi. Taki jest już los bramkarza, że o jego dobrych interwencjach zapewne nikt nie będzie pamiętał. Za to w pamięci zachowają się wpadki. A Kacper Komorowski, który w ekspresowym tempie dojechał na mecz z Zamościa, prosto ze szkoły, by wesprzeć przetrzebioną drużynę ze Zwierzyńca, w końcówce spotkania, w ciągu dwóch minut popełnił dwa karygodne błędy. Na obu skorzystał wprowadzony do gry w 78 minucie 16-letni Tomasz Gajur, który do rozgrywek rozstał zgłoszony kilka godzin przed meczem i już w swoim debiutanckim, krótkim występie zdobył dwie bramki. Najpierw przechwycił i posłał do bramki piłkę, którą Kacper Komorowski wypuścił z rąk, a bez trudu powinien ją złapać. Potem młody piłkarz Victorii został trafiony w głowę przez wybijającego piłkę bramkarza Sokoła. I chociaż stał tyłem do bramki zespołu ze Zwierzyńca, to jednak zdołał wepchnąć do niej futbolówkę w ekwilibrystyczny sposób, ku zaskoczeniu i uciesze przedstawicieli Victorii, przebywających na ławce rezerwowych.

Sokół dążył do strzelenia choćby honorowego gola, jednak nie miał takiej siły, by zbliżyć się do bramki strzeżonej przez Kacpra Berbeckiego. W drugiej połowie gospodarze próbowali zaskoczyć go strzałami z dystansu. Dwa razy mocno uderzał Michał Kosiński, a raz Rafał Sułkowicz. Piłka mijała jednak cel. W ostatniej akcji meczu Sokół oddał pierwszy strzał w światło bramki gości. Uderzenie Michała Kosińskiego z wolnego bez trudu obronił Kacper Berbecki. Zespół ze Zwierzyńca zaprezentował się znacznie lepiej niż trzy dni wcześniej, w przegranym 0:2 (0:1) meczu z Gromem Różaniec. Widać było, że młodsi, niedoświadczeni i nieograni piłkarze, zwłaszcza Patryk Cieplechowicz, poczynają sobie na boisku coraz pewniej i odważniej. Victoria nie wypracowała nawet połowy sytuacji podbramkowych, które na boisku w Zwierzyńcu stworzyła w niedzielę drużyna z Różańca, a jednak wygrała wysoko.

Sokół Zwierzyniec – Victoria Łukowa Chmielek 0:5 (0:2)

środa, 30 maja 2018 Zwierzyniec (boisko przy ul. Wachniewskiej)

skład Sokoła Kacper Komorowski – Dominik Lachowicz, Marcin Sirko, Michał Myszak, Bartłomiej Kusy – Przemysław Rudy, Michał Kosiński, Piotr Jonczak (83 Gabriel Komorowski), Mark Charmuszka, Patryk Cieplechowicz – Rafał Sułkowicz
trener Marcin Sirko

skład Victorii Kacper Berbecki – Michał Król (78 Tomasz Gajur), Artur Kukiełka, Arkadiusz Wojtyna, Łukasz Fidler – Grzegorz Jonak, Krystian Szostak, Robert Klecha, Krzysztof Karwacki, Kacper Dadak – Jacek Kulpa
trener Marek Hyz

gole 0:1 Krystian Szostak 17 (z karnego), 0:2 Jacek Kulpa 19, 0:3 Kacper Dadak 72, 0:4 Tomasz Gajur 89, 0:5 Tomasz Gajur 90
żółte kartki Michał Myszak, Rafał Sułkowicz (Sokół), Arkadiusz Wojtyna (Victoria)
sędziował Mariusz Słoboda (Tarnawatka)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?