Siatkarki Szóstki Biłgoraj kilkanaście lat później (część 1)

We wrześniu 2006 roku Szóstka Biłgoraj, po kilku sukcesach w rozgrywkach młodzieżowych, zadebiutowała w II lidze kobiet. Zespół trenerów Krzysztofa Mazurka i Ryszarda Iwańskiego był najmłodszy w lidze – średnia wieku zawodniczek ledwie przekraczała szesnaście lat. Oparta na wychowankach drużyna zdołała się utrzymać. Zajęła dziewiąte miejsce. Co ciekawego wydarzyło się w życiu zawodniczek po odejściu z Szóstki i co dziś porabiają? O tym tylko na naszym portalu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szóstka Biłgoraj zadebiutowała w II lidze, w sezonie 2006/2007. Zespół biłgorajskich siatkarek, który prowadzili trenerzy Krzysztof Mazurek i Ryszard Iwański, zakończył rywalizację na przedostatniej, dziewiątej pozycji. Najlepszy w rozgrywkach drugoligowej grupy III okazał się wówczas AZS AWF Warszawa. Zespół ten przegrał jednak baraże o awans do I ligi. Drugie miejsce zajął AZS WSWFiT Białystok, trzecie Czarni Węgrów, czwarte UKS Jedynka Aleksandrów Łódzki, piąte Tomasovia Tomaszów Lubelski, szóste Skarpa Toruń, siódme AZS Politechnika Radomska Radom, ósme ŁKS Łódź, a dziesiąte – AZS Uniwersytet Warszawski Warszawa. Ten ostatni zespół został zdegradowany do III ligi. Po rundzie zasadniczej Szóstka była w tabeli dziesiąta, ale poprawiła się w fazie play-off, kończąc rozgrywki trzema kolejnymi zwycięstwami nad drużyną z Uniwersytetu Warszawskiego.

Pamiętny dla biłgorajskiej żeńskiej siatkówki sezon rozpoczął się od dwóch meczów Szóstki w Pucharze Polski. W rudzie wstępnej zespół z Biłgoraja wygrał w miejscowej hali sportowej ZSBiO z występującą od wielu sezonów w II lidze Tomasovią Tomaszów Lubelski 3:2. W następny weekend (23, 24 września 2006 r.) podopiecznym trenerów Krzysztofa Mazurka i Ryszarda Iwańskiego przyszło rozegrać dwa ważne spotkania – oba w Biłgoraju. W sobotę musiały uznać wyższość pierwszoligowej Wisły Kraków, w której brylowała Magdalena Śliwa – rekordzistka pod względem liczby występów w reprezentacji Polski (w drużynie narodowej zaliczyła 359 meczów), dwukrotna mistrzyni Europy (2003, 2005). W pierwszej rundzie Pucharu Polski Wisła wygrała z młodym, niedoświadczonym zespołem z Biłgoraja 3:1.

Szóstka w meczu z Wisłą była wyraźnie stremowana, ale momentami zaprezentowała się obiecująco. „Znacznie wyższy zespół Wisły w całym spotkaniu nie pozwalał na wiele nieco zagubionym zawodniczkom Szóstki, a wspomniana Magdalena Śliwa kilkakrotnie rozgrywała po profesorsku piłkę do swoich atakujących, gubiąc tym samym blok biłgorajanek. W drużynie Szóstki na wyróżnienie zasłużyły dynamicznie atakujące Joanna Paluch i Joanna Beda, które zdobywały punkty dla swojego zespołu po akcjach stojących na przyzwoitym poziomie” – pisał „Tygodnik Zamojski” (nr 39 z dn. 27 września 2006 r.). Następnego dnia biłgorajskie siatkarki zadebiutowały w rozgrywkach II ligi. Przegrały z najlepszym w lidze AZS AWF Warszawa 1:3 (24:26, 19:25, 25:20, 11:25).

Co słychać u pań, które wtedy grały w Szóstce? Co zmieniło się w ich życiu po zakończeniu gry w biłgorajskim zespole? Gdzie dziś mieszkają, czym się zajmują i co ciekawego wydarzyło w ich życiu prywatnym? O tym opowiemy w kilku odcinkach. Na pierwszy ogień poszły Ewelina Dumas, Paulina Matysiak i Urszula Rzeźnik.

Ewelina Dumas (ur. w 1989 roku, wzrost 176 cm, atakująca)

Cały czas związana jest z Biłgorajem. Karierę sportową zakończyła w klasie maturalnej, w LO im. ONZ w Biłgoraju. Doznała kontuzji kolana, przeszła dwie operacje. Kształciła się w Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Lublinie. Uzyskała licencjat z kosmetologii o specjalizacji z makijażu. Pracowała w jednym z biłgorajskich salonów kosmetycznych, obecnie jest na urlopie wychowawczym. Mężatką została w 2009 roku. Od tego czasu nazywa się Dumas-Dziduch. Ma dwie córki. Starsza, dziewięcioletnia Izabela odnosi pierwsze sukcesy w pływaniu jako zawodniczka Sparty Biłgoraj. Młodsza Aleksandra ma półtora roku.

Paulina Matysiak (1989, 174, libero)

Po ukończeniu II LO w biłgorajskiej „Budowlance”, studiowała filologię germańską i turystykę w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Chełmie. Z tytułem bachelor degree, czyli licencjatem, sześć lat temu udała się do Niemiec. Najpierw kształciła się w Monachium. Potem wyjechała do Frankfurtu nad Menem. Została tam trenerką fitness. Grała trochę w siatkarskim zespole Eintrachtu Frankfurt. Zdobyła dyplom szkoły wellness i spa. Pracuje na lotnisku we Frankfurcie. Obsługuje miejsca dla pasażerów VIP, m.in. gabinety z zabiegami kosmetycznymi, medycyną estetyczną i sklepy z związane z tego typu produktami. Nie ma męża i dzieci. Mówi, że na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Myśli o powrocie do kraju.

Urszula Rzeźnik (1989, 172, rozgrywająca)

Po ukończeniu LO im. ONZ w Biłgoraju wyjechała do Radomia, gdzie grała w AZS Politechnika Radomska (klub zmienił później nazwę na AZS Uniwersytet Radom). Potem została trenerką młodziczek z KKS Kozienice. Następnie prowadziła w III lidze zespół seniorek tego klubu, będąc jednocześnie jego zawodniczką. Do Kozienic sprowadziła m.in. Magdalenę Cieplak, z którą występowała także w zespole z Radomia. Karierę siatkarki zakończyła w 2014 roku. Uzyskała dwa tytuły magistra. W Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie ukończyła zarządzanie zasobami ludzkimi, a na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego – ochronę środowiska ze specjalizacją inżynierii genetycznej. Mieszka na warszawskiej Woli. Od przeszło trzech lat pracuje w firmie farmaceutycznej. Szkoli młodzież w UKS Atena Warszawa. W 2015 roku wyszła za mąż. Od tego czasu używa dwuczłonowego nazwiska Rzeźnik-Małek. Ma dwuletniego syna Kacpra.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?