Orkan Bełżec – Omega Stary Zamość 1:1 (0:0). Chamstwo, rękoczyny, parodia piłki nożnej i kac moralny obu zespołów

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Kuriozalny mecz obejrzeli kibice w Bełżcu. Miejscowy Orkan zremisował z Omegą Stary Zamość 1:1 (0:0). Omega doprowadziła do remisu w czwartej minucie czasu doliczonego, grając w dziewięciu przeciwko jedenastu. Wyrównującą bramkę zdobyła z karnego, który był konsekwencją komicznych wydarzeń. Trenerzy Marcin Lewko i Paweł Lewandowski podkreślają, że na boisku dominowało chamstwo, piłkarze skakali sobie do gardeł, a sędziowie zupełnie nie panowali nad sytuacją. – To była parodia piłki nożnej. Myślę, że obie drużyny mają po tym meczu kaca moralnego – mówi Paweł Lewandowski, szkoleniowiec Omegi.

Dziwne rzeczy działy się w meczu Orkana Bełżec z Omegą Stary Zamość. Wydawało się, że mecz będzie miał spokojny przebieg, skoro oba zespoły mają już klarowną sytuację w ligowej tabeli – żaden nie jest zagrożony degradacją, ani też nie ma szans na awans. Tymczasem zespoły walczyły ze sobą tak zajadle, że aż wyszło to poza ramy zdrowego rozsądku. – Dużo było chamskich zachowań z obu stron, kłótni, bezmyślnego kopania piłki i siebie nawzajem, a także dziwnych decyzji sędziego. Ani jedni, ani drudzy nie byli w swoich postępkach święci. Piłkarze poczynali sobie tak, jak się nie godzi, a sędziowie zupełnie nie panowali nad tym, co się dzieje na boisku. Myślę, że obie drużyny mają po tym meczu kaca moralnego. Ja chciałbym o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć, zapewne moi piłkarze i rywale – także. Uczestniczenie w takiej parodii piłki nożnej nie było niczym przyjemnym – mówi Paweł Lewandowski, szkoleniowiec Omegi. W podobnym tonie wypowiada się trener Orkana Marcin Lewko. – Na boisku brylował sędzia, a nie piłkarze. Chyba chciał sobie urządzić cyrk. Od samego początku nie panował nad sytuacją na boisku i zaognił relacje między zawodnikami obu zespołów. To był twardy mecz. Wszyscy piłkarze nie byli w stanie utrzymać nerwów na wodzy. Dochodziło do rękoczynów. Zawodnicy skakali sobie do gardeł, łapali się za szyję. Mnóstwo było wyzwisk i wulgaryzmów. Dobrze, że wśród kibiców nie było dużo dzieci – mówi trener zespołu z Bełżca.

Na zwycięstwo zasłużył Orkan, który niemal przez całe spotkanie prowadził grę, przeważał i częściej stwarzał sytuacje podbramkowe. Zespół z Bełżca miał kłopoty z obsadą pozycji bramkarza, dlatego z konieczności między słupkami zagrał sekretarz klubu i drugi trener Mateusz Jarosz. Ale nie miał zbyt wiele do roboty. – Omega w ogóle nam nie zagrażała. Mateusz miał do wybronienia tylko jeden niegroźny strzał z rzutu wolnego. Podobało mi się to, że dużo podpowiadał naszym zawodnikom. Tego właśnie mi brakowało u naszych trzech bramkarzy, spośród których żaden nie mógł zagrać z Omegą. Mam już zatem alternatywę, jeśli chodzi o pozycję bramkarza – mówi trener Marcin Lewko. – Wiedzieliśmy, że Orkan ma problemy z bramkarzami, a jednak nie potrafiliśmy tego wykorzystać. Nic nie mogliśmy zdziałać pod bramką rywala. Bramkarz z Bełżca częściej pokrzykiwał do sędziów niż grał w piłkę. W ciągu całego meczu oddaliśmy tylko dwa strzały w światło bramki Orkana. Z karnego strzeliliśmy gola, a uderzenie Maćka Bojara z wolnego obronił bramkarz Orkana. Oprócz tego oddaliśmy kilka niecelnych strzałów. Boisko z Bełżcu zupełnie nie nadawało się do gry. Było strasznie suche. A my na takiej murawie zupełnie sobie nie radzimy – mówi trener Paweł Lewandowski.

W 71 minucie Omega straciła Filipa Maciejewskiego, który w ciągu minuty został ukarany dwiema żółtymi kartkami, a w konsekwencji – czerwoną. – Obie żółte kartki dostał za „gębę”. Filip mocno był kopany przez rywali, a ponieważ sędzia na to nie reagował, więc nasz piłkarz zaczął go krytykować i także kopać przeciwników. Piłkarze z Bełżca postępowali nieładnie, a Filip zachował się niemądrze – mówi trener Paweł Lewandowski. W 84 minucie Orkan uzyskał prowadzenie. Michał Kołodziejski przeprowadził indywidualną akcję na prawym skrzydle i dośrodkował piłkę na pole karne. Michał Nowosad najpierw się machnął, ale piłka odbiła się od jednego z obrońców Omegi i ponownie trafiła pod jego nogi – drugiej szansy już nie zmarnował i strzelił gola z ośmiu metrów. Trzy minuty później z boiska wyleciał drugi zawodnik Omegi – tym razem drugą żółtą kartkę dostał Jarosław Goch. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się zwycięstwem gospodarzy, w czwartej minucie czasu doliczonego Omega doprowadziła do wyrównania, w komicznych okolicznościach. Sędzia boczny podniósł chorągiewkę, sygnalizując spalonego, ale główny nie zareagował. Piłkarze obu zespołów stanęli, a Michał Kowal, przekonany, że jest spalony, złapał piłkę w ręce. – To była pozycja spalona, a nie spalony, więc główny słusznie akcji nie przerwał, gra powinna się toczyć dalej – tłumaczy Paweł Lewandowski. Gola z karnego strzelił Maciej Bojar.

Orkan Bełżec – Omega Stary Zamość 1:1 (0:0)

środa, 30 maja 2018 Bełżec

skład Orkana Mateusz Jarosz – Michał Kołodziejski, Michał Kowal, Adrian Błyskoń, Piotr Krupa – Paweł Kawałko, Michał Bajwoluk, Michał Czachor, Damian Cisek (78 Michał Nowosad) – Paweł Wiciejowski (86 Michał Stadnicki), Karol Czachor (90 Bartłomiej Skulik)
trener Marcin Lewko

skład Omegi Piotr Sasim – Jarosław Goch (87 czerwona kartka), Przemysław Tchórz, Michał Denis, Maciej Bojar – Patryk Bochniak, Przemysław Mazur, Filip Maciejewski (71 czerwona kartka), Kacper Bojar (84 Jakub Mężyński) – Łukasz Mikulski (46 Mateusz Zając), Bartosz Nizioł
trener Paweł Lewandowski

gole 1:0 Michał Nowosad 84, 1:1 Maciej Bojar 90 (z karnego)
żółte kartki Damian Cisek, Piotr Krupa, Michał Nowosad (Orkan), Filip Maciejewski – dwie, Jarosław Goch – dwie (Omega)
czerwone kartki Filip Maciejewski (Omega) – w 71 minucie za drugą żółtą, Jarosław Goch (Omega) – w 87 minucie za drugą żółtą
sędziował Bartłomiej Górski (Zamość)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?