Omega Stary Zamość – Orion Dereźnia 2:1 (1:0). Wszyscy grali dla Olimpii Miączyn

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. W sobotę wszystkie cztery zespoły, zajmujące w tabeli miejsca „pod kreską”, uzyskały wyniki korzystne dla sklasyfikowanej na bezpiecznej, dwunastej pozycji Olimpii Miączyn. Mecz Olendra Sól z Igrosem Krasnobród zakończył się remisem, a Ostoja Skierbieszów i Orion Dereźnia nie zdobyły punktów. Czy dziś Olimpia w meczu z Orkanem Bełżec wykorzysta sprzyjające wyniki meczów z udziałem konkurentów i sama sobie pomoże w walce o utrzymanie się w lidze?

W sobotę, 27 maja 2017 roku Omega Stary Zamość przegrała na własnym stadionie z walczącym wówczas o utrzymanie się w lidze Orionem Dereźnia 0:5 (0:2). Rok później (bez jednego dnia) oba zespoły znów spotkały się na boisku w Starym Zamościu. Tym razem trzy punkty padły łupem gospodarzy, którzy wygrali z zagrożonym degradacją Orionem 2:1 (1:0). Pod koniec pierwszej połowy podopieczni trenera Pawła Lewandowskiego wyszli na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rożnego Łukasz Kiełbasa sfaulował Przemysława Tchórza i Jarosław Goch strzelił gola z karnego. W 61 minucie z wolnego zagrał Maciej Bojar, a piłkę do bramki gości głową posłał Bartosz Nizioł. Przyjezdni uratowali swój honor pod koniec spotkania. Karnego, podyktowanego za zagranie piłki ręką przez Michała Denisa, wykorzystał Marcin Hyz. – Mieliśmy w tym meczu optyczną przewagę. Nasza gra nieźle wyglądała, ale bez rewelacji – nie szło nam tak dobrze, jak we wcześniejszych spotkaniach. Oba zespoły najgroźniejsze sytuacje stwarzały po stałych fragmentach gry. My częściej zagrażaliśmy bramce rywala. Byłem oburzony na swoich zawodników, że po strzeleniu drugiego zaczęli grać „na stojąco”. Ponadto kombinowali, zamiast w prosty, ale skuteczny sposób rozgrywać piłkę. Mecz zrobił się wtedy beznadziejny. Zespoły grały nerwowo, a goście często dyskutowali. Sędzia karał zawodników kartkami – mówi Paweł Lewandowski, szkoleniowiec Omegi.

W Orionie zabrakło dwóch kluczowych zawodników, grających zwykle na środku pomocy. Z powodu kontuzji nie wystąpił trener Artur Czerw, a wyjazd zagraniczny wypadł Maciejowi Żyburze. – Ciężko nam było załatać te braki na środku pola. Omega posiadała przewagę w posiadaniu piłki, ale niewiele z tego wynikało. Rywale największe zagrożenie pod naszą bramką stwarzali przede wszystkim z rzutów wolnych i rożnych. W pierwszej połowie, do momentu zdobycia bramki z karnego, oddali tylko jeden strzał zza pola karnego. My z kolei mieliśmy dwa groźne strzały z rzutu wolnego, po których piłka mogła wpaść do bramki. Dwa razy uderzał Marcin Hyz. Po przerwie gra nie była ładna. Było dużo fauli. Omega wykonała sporo dośrodkowań z rzutów wolnych. W końcówce spotkania mogliśmy doprowadzić do wyrównania. Debiutujący w lidze 15-letni Michał Róg wychodził na pozycję sam na sam z bramkarzem, ale sędzia boczny podniósł chorągiewkę, sygnalizując spalonego. Stałem na wysokości tej akcji, dobrze ją widziałem. O spalonym nie było mowy – mówi Artur Czerw.

Omega Stary Zamość – Orion Dereźnia 2:1 (1:0)

sobota, 26 maja 2018 Stary Zamość

skład Omegi Piotr Sasim – Przemysław Tchórz, Michał Denis, Jarosław Baran, Karol Dywański (85 Mateusz Waszak) – Hubert Sałamacha, Maciej Bojar, Filip Maciejewski (81 Przemysław Mazur), Kacper Bojar – Bartosz Nizioł, Jarosław Goch (75 Krystian Olech)
trener Paweł Lewandowski

skład Oriona Piotr Borowski – Bartosz Raduj, Łukasz Kiełbasa, Piotr Niemiec, Damian Maciocha (32 Maciej Maciocha, 82 Michał Róg) – Marcin Hyz, Marcin Kiełbasa (80 Rafał Jach), Marcin Blicharz, Patryk Rękas (90 czerwona kartka) – Patryk Wilkos, Marek Borowski
trener Artur Czerw

gole 1:0 Jarosław Goch 41 (z karnego), 2:0 Bartosz Nizioł 61, 2:1 Marcin Hyz 88 (z karnego)
żółte kartki Karol Dywański, Piotr Sasim, Bartosz Nizioł (Omega), Patryk Rękas – dwie, Piotr Niemiec, Maciej Maciocha (Orion)
czerwona kartka Patryk Rękas (Orion) – w 90 minucie za drugą żółtą
sędziował Wojciech Szewczuk (Hrubieszów)

MaSzt
fot. Tomasz Tomczewski



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?