Olimpia Miączyn – Orkan Bełżec 4:3 (1:1). Czwarte z rzędu zwycięstwo Olimpii

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Olimpia Miączyn przegrywała z Orkanem Bełżec 1:3, ale zdołała wstać z kolan, by pokonać przeciwnika. Zwycięstwo swojej drużynie w drugiej minucie czasu doliczonego zapewnił Mateusz Wróbel, który kilkanaście minut wcześniej doprowadził do remisu. To czwarta z rzędu wygrana zespołu z Miączyna.

Olimpia Miączyn to zespół z charakterem. Drużyna, którą prowadzi trener Jarosław Kaczoruk, przegrywała z Igrosem Krasnobród, Sokołem Zwierzyniec, Ostoją Skierbieszów i Orkanem Bełżec, ale te wszystkie cztery kolejne mecze zdołała rozstrzygnąć na swoją korzyść. Po godzinie i minucie gry w Miączynie zespół z Bełżca wygrywał 3:1, ale nie dał rady utrzymać korzystnego rezultatu. Zły czas dla gości zaczął się od samobójczego gola Adriana Błyskonia, a jakiejkolwiek zdobyczy punktowej pozbawił ich Mateusz Wróbel, który najpierw doprowadził do wyrównania, a w drugiej minucie czasu doliczonego strzelił zwycięską bramkę dla gospodarzy. – Za bardzo się cofnęliśmy. W ten sposób ułatwiliśmy Olimpii strzelenie goli. Nie radziliśmy sobie zwłaszcza ze stałymi fragmentami gry w wykonaniu tego zespołu. W dodatku mieliśmy problem z obsadą pozycji bramkarza. Mateusz Nowicki pauzował w kolejnym meczu za czerwoną kartkę, Dariusz Preiss doznał na czwartkowym treningu kontuzji łokcia i ma rękę w gipsie, a nasz trzeci bramkarz, Mateusz Kopczan, był w pracy. W bramce musiał więc stanąć zawodnik z pola, Piotr Krupa. Brak w składzie naszej drużyny nominalnego bramkarza był widoczny. Doświadczony bramkarz wiedziałby, kiedy ma ruszyć pewnie do dośrodkowania, a kiedy zostać na linii. Miałby więcej pewności w swoich poczynaniach – mówi Marcin Lewko, trener Orkana.

Olimpia cieszyła się z uzyskanego prowadzenia w 20 minucie. Płaski strzał z odległości około dwudziestu metrów oddał Łukasz Markiewicz i piłka zatrzepotała w bramce Orkana. Dziesięć minut później do wyrównania doprowadził Paweł Wiciejowski. W 52 minucie bramkę zdobył Wojciech Kudlicki, a w 61 minucie ponownie trafienie zaliczył Paweł Wiciejowski. – Orkan miał po naszych błędach cztery sytuacje podbramkowe, a trzy wykorzystał. Znowu słabo wypadliśmy w obronie. Tracimy dużo bramek, więc muszę pomyśleć nad zmianami w defensywie. Na szczęście potrafiliśmy strzelić więcej goli niż nasi rywale – mówi Jarosław Kaczoruk, szkoleniowiec Olimpii. Zespół z Miączyna strzelił cztery gole, ale nie można powiedzieć, że błyszczał skutecznością. – Prowadziliśmy grę, stwarzaliśmy sytuacje podbramkowe, próbowaliśmy zdobyć bramkę na różne sposoby – po akcjach oskrzydlających, strzałach z dystansu i stałych fragmentach gry. Klarownych okazji strzeleckich mieliśmy sporo, ale często albo bramkarz łapał piłkę, albo leciała ona obok słupka, albo ktoś zablokował uderzenie. Aż trzy razy trafiliśmy piłką w poprzeczkę – po strzałach z dystansu i głową Mateusza Wróbla i po „główce” Tomasz Łypa. To był dla nas ciężki mecz. Gdybyśmy nie popełniali błędów w obronie i byli choć trochę skuteczniejsi, to grałoby nam się spokojnie. Potrafimy jednak wygrywać, gdy musimy grać z nożem na gardle – mówi trener Jarosław Kaczoruk.

Olimpia Miączyn – Orkan Bełżec 4:3 (1:1)

niedziela, 27 maja 2018 Miączyn

skład Olimpii Grzegorz Szczepaniak – Łukasz Markiewicz, Mateusz Łyko, Piotr Różniatowski, Rafał Jachorek – Łukasz Wiatrzyk, Mateusz Żyła (70 Łukasz Praczuk), Siergiej Jakowliuk, Sebastian Nowak (73 Bartosz Cisek) – Mateusz Wróbel, Tomasz Łyp
trener Jarosław Kaczoruk

skład Orkana Piotr Krupa – Michał Kołodziejski, Michał Kowal, Adrian Błyskoń, Damian Cisek – Paweł Kawałko, Michał Czachor, Michał Bajwoluk, Paweł Wiciejowski – Michał Nowosad (78 Bartłomiej Skulik), Wojciech Kudlicki
trener Marcin Lewko

gole 1:0 Łukasz Markiewicz 20, 1:1 Paweł Wiciejowski 30, 1:2 Wojciech Kudlicki 52, 1:3 Paweł Wiciejowski 61, 2:3 Adrian Błyskoń 67 (samobójczy), 3:3 Mateusz Wróbel 76, 4:3 Mateusz Wróbel 90
żółte kartki Mateusz Wróbel (Olimpia), Michał Kowal, Adrian Błyskoń (Orkan)
sędziował Mariusz Szczurek (Zamość)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?