Olender Sól ściąga posiłki z Ukrainy i Biłgoraja

Ostatni w tabeli zamojskiej klasy okręgowej Olender Sól stara się dobrze przygotować do rundy wiosennej i wzmocnić kadrę, by uratować się przed degradacją do klasy A. Jeśli transferowe plany się powiodą, to w zespole trenera Michała Furlepy grać będzie siedmiu nowych zawodników – trzech Ukraińców i czterech wychowanków OSiR Biłgoraj, m.in. Patryk Dorosz z czwartoligowej Łady 1945 Biłgoraj.

W rundzie jesiennej Olender Sól zdobył zaledwie osiem punktów w rozgrywkach zamojskiej klasy okręgowej. Zespół z gminy Biłgoraj zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, jednak klubowi działacze, trener Michał Furlepa i jego podopieczni nie godzą się na degradację do klasy A. Zamierzają walczyć o prawo do występów w „okręgówce” w kolejnym sezonie. – Zadanie jest bardzo trudne, ale nie do niezrealizowania. Nie możemy się poddawać już na starcie, dlatego teraz nawet nie rozważamy opcji spadku. Widać starania zarządu, by klasa okręgowa pozostała w Soli – mówi Michal Furlepa, szkoleniowiec Olendra. Żeby osiągnąć cel, klub z Soli zamierza wzmocnić drużynę, m.in. posiłkami z Ukrainy. – Pozyskaliśmy trzech Ukraińców – obrońcę i dwóch pomocników, dzięki jednemu ze sponsorów, który zobowiązał się do zatrudnienia i utrzymywania ich, więc nie będą nic nas kosztowali – informuje trener Michał Furlepa.

To jednak nie koniec transferowej aktywności Olendra tej zimy. Wiosną w barwach klubu z Soli mogą występować czterej wychowankowie OSiR Biłgoraj: Patryk Dorosz z Łady 1945 Biłgoraj, Marek Myszka z Oriona Dereźnia oraz grający swego czasu w Ładzie Tomasz Garbacz i Adrian Miazga. Do kadry pierwszego zespołu dołączą też Krystian Wąsiewicz (już debiutował w klasie okręgowej) i Szymon Szabat. Straty nie będą tak liczne, jak zyski. Treningów nie wznowił Michał Różański, Artur Łukasik wrócił do Włókniarza Frampol, a Mateusz Chorębała chce odejść do A-klasowej Tanwi Majdan Stary, którą prowadzi były piłkarz i trener Olendra Grzegorz Cios. Michał Furlepa mówi, że chciałby za wszelką cenę zatrzymać w swojej drużynie Mateusza Chorębałę co najmniej do końca tego sezonu. Piłkarz ten jest młodzieżowcem. – Po cichu liczymy na to, że przy odrobinie szczęścia i ogromnym zaangażowaniu uda nam się utrzymać w „okręgówce”. Mamy w kadrze zawodników całkiem niezłego pokroju. Pod względem indywidualnym prezentujemy się nieźle, ale jako zespół mamy jeszcze wiele do zrobienia. Pozostaje kwestia tego, czy zdołamy się zgrać w odpowiednim czasie – mówi trener Michał Furlepa.

Według założeń szkoleniowca z Biłgoraja, Olender ma grać przede wszystkim skutecznie. – Nasza gra nie musi być ładna dla oka, ale ma nam przynosić punkty. Mamy nadzieję, że uda nam się to osiągnąć sprytnymi działaniami i wzajemnym wspieraniem się zawodników na boisku. Nie będziemy kalkulować, tylko w każdym meczu powalczymy o trzy punkty, bez względu na klasę rywala. A czy będziemy się bronili i szukali szczęścia w kontratakach, czy postaramy się zdominować przeciwnika – to już będzie zależało od tego, z kim przyjdzie nam grać – tłumaczy trener Michał Furlepa.

Sytuacja z pierwszej części sezonu nie powinna się powtórzyć. – O słabych wynikach w rundzie jesiennej przesądziła niezbyt liczna kadra. W niektórych meczach miałem do dyspozycji tylko trzynastu piłkarzy. Nie zawsze mogłem dokonywać takich zmian w składzie, by zawodnik wchodzący był w stanie utrzymać grę zespołu na odpowiednim poziomie. Słabo przepracowaliśmy letni okres przygotowawczy. Trenowało mało osób. Zawodników brakowało też na sparingach. Zespół był chaotyczny, niezorganizowany. Trudno było wypracować jakiś styl gry. Teraz przygotowania do rundy wypadły znacznie lepiej, jednak nie tak, jakbyśmy sobie tego w klubie życzyli – z kilku powodów, o których nie ma sensu mówić. Na szczęście wiary w Olendrze nie brakuje – mówi trener Michał Furlepa.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?