Od środy Olimpia Miączyn ma spokój

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. W środę Olimpia Miączyn wygrała na własnym boisku z Orionem Dereźnia 3:0 (1:0) i zapewniła sobie miejsce w lidze na następny sezon. W sobotnim meczu z Olimpiakosem Tarnogród podopieczni trenera Jarosława Kaczoruka mogli więc zagrać bez obciążeń. Bramki nie padły, ale oba zespoły miały wyborne okazje do strzelenia zwycięskiego gola.

W środę zakończyła się rywalizacja o pozostanie w lidze na następny sezon. Olimpia Miączyn wygrała zaległe spotkanie z Orionem Dereźnia 3:0 (1:0) i spuściła „cytat” tego rywala do klasy A wraz z innym zespołem z gminy Biłgoraj, czyli Olendrem Sól. Co ciekawe, Olimpia nie chciała rozgrywać tego meczu w środę, a że był to ostatnim dopuszczalny regulaminem wolny termin do odrabiania zaległości, to klub z Miączyna wnioskował do zamojskiego OZPN, by mecz z Orionem został zweryfikowany obustronnym walkowerem. Do spotkania jednak doszło, a odwołanie zostało wycofane. W sobotnim meczu z Olimpiakosem Tarnogród podopieczni trenera Jarosława Kaczoruka mogli więc zagrać bez obciążeń. Bramki nie padły, ale oba zespoły miały wyborne okazje do strzelenia zwycięskiego gola. Prezes i piłkarz Olimpii Mateusz Łyko i grający szkoleniowiec Olimpiakosu Siergiej Sawczuk byli zgodni, że mecz zakończył się sprawiedliwym wynikiem nierozstrzygniętym, choć gdyby był to bramkowy remis, to bardziej by odzwierciedlał to, co działo się na boisku.

Olimpiakos przyjechał na mecz do Miączyna z kadrą liczącą tylko jedenastu zawodników. Sprawy prywatne, wesela, obowiązki zawodowe i kontuzje sprawiły, że od pierwszej do ostatniej minuty spotkania goście musieli sobie radzić w tym samym składzie. – Mimo braków kadrowych wypadliśmy całkiem nieźle. Na tle przeciwnika, który do środy walczył o utrzymanie się w lidze, naszą grę oceniam pozytywnie. Mieliśmy kilka wybornych sytuacji strzeleckich, ale rywale także wypracowali parę stuprocentowych okazji do zdobycia bramki – mówi Siergiej Sawczuk. Grający szkoleniowiec Olimpiakosu pochwalił za dobre interwencje bramkarza Grzegorza Szczepaniaka oraz jego zmiennika Mateusza Wróbla, który zaczął mecz na pozycji środkowego obrońcy, a w przerwie musiał stanąć między słupkami, bo ten pierwszy nabawił się kontuzji. W sytuacji sam na sam z Mateuszem Wróblem znalazł się Wojciech Gierula. Lewoskrzydłowy z Tarnogrodu strzelał z kilku metrów, ale zawodnik Olimpii nie dał się zaskoczyć. – Mateusz Wróbel wyciągnął rękę i jakimś cudem obronił strzał Wojtka Gieruli. Byłem tym zaskoczony – przyznaje Siergiej Sawczuk. Najbliższy zdobycia bramki dla gospodarzy był Sebastian Nowak, który główkował po dośrodkowaniu Łukasza Markiewicza, ale trafił piłką w poprzeczkę. Wyborną okazję strzelecką miał też Tomasz Łyp. Jego uderzenie koniuszkami palców wybronił Marcin Strzelczyk. – W pierwszej połowie Olimpiakos dobrze prezentował się w środku pola, gdzie brylował Roman Steckiw. Po przerwie do gry wszedł Tomasz Chmiel, który zastąpił Grześka Szczepaniaka, i sobie poradził z ukraińskim pomocnikiem. W ofensywie mieliśmy jednak więcej atutów niż rywale – twierdzi prezes Mateusz Łyko (na zdjęciu).

Olimpia Miączyn – Olimpiakos Tarnogród 0:0

sobota, 9 czerwca 2018 Miączyn

skład Olimpii Grzegorz Szczepaniak (46 Tomasz Chmiel) – Łukasz Markiewicz, Rafał Jachorek (70 Łukasz Hrysiak), Mateusz Wróbel, Bartosz Cisek – Siergiej Jakowliuk, Paweł Szawaryn, Mateusz Łyko, Tomasz Łyp, Sebastian Nowak – Mateusz Okoniewski (60 Mariusz Karpiuk)
trener Jarosław Kaczoruk

skład Olimpiakosu Marcin Strzelczyk – Krzysztof Tarnowski, Szymon Tatara, Paweł Obszański, Patryk Gałka – Łukasz Gancarz, Siergiej Sawczuk, Roman Steckiw, Łukasz Karpik, Wojciech Gierula – Adrian Dydyński
trener Siergiej Sawczuk

żółte kartki Paweł Szawaryn (Olimpia), Szymon Tatara, Łukasz Gancarz (Olimpiakos)
sędziował Krzysztof Kuryj (Zamość)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?