Na przełaj w „małpim gaju” po puchary i medale

Uczniowie biłgorajskich szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych wystartują w dorocznych „Wiosennych Szkolnych Biegach Przełajowych”. Zawody zaplanowane zostały na środę 11 kwietnia o godz. 11. Wyścigi zostaną przeprowadzone na trasach biegowych wyznaczonych na terenie Parku Stanisława Nowakowskiego, popularnym „małpim gaju”, przy ul. Jana Pawła II w Biłgoraju.

„Wiosenne Szkolne Biegi Przełajowe” mają w Biłgoraju długoletnie tradycje. Tegoroczna edycja odbędzie się w środę 11 kwietnia o godz. 11. Organizatorzy, czyli Ośrodek Sportu i Rekreacji w Biłgoraju, Powiatowe Stowarzyszenie Sportu Szkolnego w Biłgoraju i Ludowy Klub Sportowy Znicz, zaplanowali osiem biegów. Dziewczęta będą się ścigać na trasach o długości 600 m (rocznik 2007 i młodsze), 800 m (roczniki 2005-2006) i 1000 m (w jednym biegu wystartują gimnazjalistki urodzone w latach 2002-2004, a w drugim – zawodniczki z rocznika 2001 i starsze, uczące się w szkołach ponadgimnazjalnych). Dla chłopców przewidziane zostały przełaje na dystansach 600 m (rocznik 2007 i młodsi), 1000 m (roczniki 2005-2006), 1200 m (roczniki 2002-2004) i 1400 m (rocznik 2001 i starsi). Szkoły sklasyfikowane w każdej z trzech kategorii na miejscach od pierwszego do trzeciego dostaną puchary i dyplomy, zaś zawodniczki i zawodnicy, którzy ukończą bieg na trzech czołowych pozycjach, otrzymają medale i dyplomy. Dekoracja najlepszych przełajowców odbędzie się o godz. 12.30. Wtedy także rozlosowane zostaną nagrody rzeczowe spośród wszystkich uczestników rywalizacji.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?