Liga dwóch prędkości

„Najciekawsza liga świata” spolaryzowała się do tego stopnia, że sprawia wrażenie, jakby lepsza połowa Bundesligi konkurowała w jednej klasie rozgrywkowej z gorszą połową Ekstraklasy. „Góra” wygrywa z „dołem” najczęściej dosyć wysoko, a wyniki byłyby wyższe, gdyby nie to, że te lepsze zespoły na ogół są tak samo niedotrenowane, jak te z dołu, ale konsekwentnie punktują, bo mają kogoś, kogo słabeuszom brakuje – najemników, szkolonych od najmłodszych lat w miejskich ośrodkach piłkarskich naszego okręgu.

Zamojska klasa okręgowa dla sympatyków piłki nożnej z naszego regionu wciąż jest „najciekawszą liga świata”, jednak od pierwszej kolejki konsekwentnie pracuje na nowe określenie – „liga dwóch prędkości”. Sprawiedliwa i jakże rozsądna decyzja zamojskiego OZPN o powiększeniu „okręgówki” do osiemnastu zespołów zdecydowanie obniżyła jakość i atrakcyjność rozgrywek. Stało się tak zgodnie z przewidywaniami, bo niczego innego nie należało się spodziewać w sytuacji, gdy nie dołącza ani jeden spadkowicz z IV ligi, do tej klasy ucieka dwóch najlepszych, a stawkę uzupełnia aż sześciu beniaminków, czyli prawie połowa słabej klasy A.

„Okręgówka” podzieliła się na dwie grupy. W każdej jest dokładnie połowa zespołów, choć Granica Lubycza Królewska i Metalowiec Goraj jednak wybijają się ponad słabeuszy, ale trudno im będzie „wskoczyć” do grona tych silniejszych. Z kilku powodów, które wyraźnie odróżniają czołową dziewiątkę od reszty stawki. Ten najważniejszy, to stan posiadania. Wszystkie zespoły z górnej połowy tabeli w większym lub mniejszym stopniu korzystają z „armii zaciężnej”, te z dołu stawiają raczej na wychowanków, piłkarzy miejscowych i młodzież. Żaden spośród sześciu beniaminków, może za wyjątkiem Granicy, nie dokonał tego lata spektakularnych transferów, a jeśli kogoś pozyskał, to tylko jako uzupełnienie kadry lub nieznaczne wzmocnienie. Tymczasem większość tzw. potentatów nie próżnowała na rynku transferowym i powiększyła swoje całkiem niezłe pod względem personalnym kadry. Kilka przykładów? Proszę bardzo. Błękitni Obsza sprowadziły z powrotem Mateusza Wróbla z Olimpii Miączyn, powiększając dysproporcje między sobą. Igros Krasnobród, Korona Łaszczów i Pogoń 96 Łaszczówka sięgnęły po wychowanków Tomasovii Tomaszów Lubelski, zaś Roztocze Szczebrzeszyna – po zawodników wyszkolonych w Zamościu, i tym samym te zespoły odskoczyły dolnej stawce, która na takie transfery z różnych względów pozwolić sobie nie mogła.

Inny temat, to sprawy organizacyjne. To wyniki budują atmosferę. I nawet jeśli w klubie pojawi się kilka czarujących, przyciągających osób, jak np. szkoleniowiec z charyzmą, to na nic zda się ich wiedza, warsztat trenerski i urok osobisty, skoro po kolejnych porażkach będzie ubywało ludzi z szatni. Na treningach, o ile w ogóle nie zanikną, pojawiać się będzie niewielu podopiecznych, a zebranie pełnej kadry na mecz okaże się karkołomnym zadaniem, wręcz niewykonalnym. Inaczej rzecz ma się w zespole, który wygrywa. Bo, jak mawia sprytny lokalny polityk, „warto trzymać ze zwycięzcami”. Zwycięstwa cieszą, budują, przyciągają. Porażki degradują, rozbijają, zniechęcają. I jest to naturalne. Wygląda na to, że nie zawsze promocja zespołu do wyższej ligi przynosi oczekiwane korzyści. Być może ten nieoczekiwany awans nie wszystkim beniaminkom zamojskiej „okręgówki” wyjdzie na dobre. Mówi się, że lepiej wygrywać w niższej lidze, niż zbierać baty w wyższej. Nikt nie zmuszał nikogo do gry w klasie okręgowej. Nikt też nikomu, kto miał do tego prawo, nie zabraniał spróbowania swoich sił w „najciekawszej lidze świata”. Każdy zespół poniesie ciężar swoich decyzji.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Liga dwóch prędkości

„Najciekawsza liga świata” spolaryzowała się do tego stopnia, że sprawia wrażenie, jakby lepsza połowa Bundesligi konkurowała w jednej klasie rozgrywkowej z gorszą połową Ekstraklasy. „Góra” wygrywa z „dołem” najczęściej dosyć wysoko, a wyniki byłyby wyższe, gdyby nie to, że te lepsze zespoły na ogół są tak samo niedotrenowane, jak te z dołu, ale konsekwentnie punktują, bo mają kogoś, kogo słabeuszom brakuje – najemników, szkolonych od najmłodszych lat w miejskich ośrodkach piłkarskich naszego okręgu.