Korona Łaszczów – Unia Hrubieszów 0:1 (0:1). Unia wymęczyła trzy punkty

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Jewgienij Gruj załatwił Unii Hrubieszów w środę awans do finału wojewódzkiego Pucharu Polski, a w niedzielę – trzy punkty w rozgrywkach ligowych. Jego gole dały drużynie z Hrubieszowa najniższe z możliwych zwycięstwa nad Eko Różanka i Koroną Łaszczów.

W poprzednim tygodniu Unia Hrubieszów strzeliła w dwóch meczach tylko dwa gole – oba trafienia zaliczył Jewgienij Gruj (na zdjęciu). Tyle wystarczyło, by zespół trenera Dariusza Herbina mógł cieszyć się z awansu do finału wojewódzkiego Pucharu Polski i trzech kolejnych punktów w rozgrywkach zamojskiej klasy okręgowej. W środę Unia pokonała na własnym boisku 1:0 (0:0) czwartoligowe Eko Różanka, a w niedzielę na wyjeździe 1:0 (1:0) Koronę Łaszczów. Pucharowe spotkanie drużyna z Hrubieszowa wygrała w pełni zasłużenie. Była zespołem lepszym niż rywale z wyższej klasy rozgrywkowej, stworzyła więcej sytuacji podbramkowych, a bramkę na wagę awansu do finału Jewgienij Gruj zdobył w 67 minucie. Mecz z Eko najwyraźniej kosztował hrubieszowskich piłkarzy sporo sił, skoro cztery dni później, w wyjazdowym spotkaniu ligowym z Koroną Łaszczów, niemiłosiernie się namęczyli, by zdobyć trzy punkty. Grali zdecydowanie wolniej niż w poprzednich spotkaniach ligowych i pucharowych. I chociaż mieli przewagę, to jednak gra nie za bardzo im się układała. Zwycięskiego gola Jewgienij Gruj strzelił w 13 minucie, po dośrodkowaniu Piotra Fulary.

Na boisku w Łaszczowie Unia częściej utrzymywała się przy piłce, ale nie wypracowała zbyt wielu sytuacji podbramkowych. Zajęcia w bramce nie miał także hrubieszowski golkiper Kamil Tomczyszyn, chwalony za świetną interwencję i dobry występ w pucharowym meczu z Eko. – Unia miała prawo czuć zmęczenie po meczu pucharowym. Posiadała optyczną przewagę, rozgrywała piłkę, ale my nie trzymaliśmy się kurczowo własnej bramki – jakby nie było, graliśmy w ustawieniu z dwójką napastników. Pozwalaliśmy grać Unii do czterdziestego metra, więc pod naszą bramką nie było wielkiego zagrożenia. Śmiem twierdzić, że nasze sytuacje podbramkowe były ciut groźniejsze, chociaż nie były to „setki”. Straciliśmy bramkę w sytuacji, którą rzadko kiedy piłkarze trafiają do siatki. Igor Mosurec mógł wybić piłkę, która długo leciała ze skrzydła, jednak źle się ustawił, więc tylko otarła się o jego głowę i spadła pod nogi ukraińskiego napastnika. Piłkarz Unii wyrósł nagle jak spod ziemi, jakby przewidział, że nasz obrońca nie zdoła wybić prostej piłki. Szkoda, bo gdyby mecz zakończył się remisem, to chyba nikt z Hrubieszowa nie miałaby pretensji, że jest to niesprawiedliwy wynik. Dobrze się stało, że po laniu w Starym Zamościu, w meczu z Unią potrafiliśmy się pokazać jako zespół walczący. Mimo porażki jestem zadowolony z naszej postawy. To był dobry prognostyk przed kolejnymi meczami – mówi Jerzy Bojko, trener Korony.

Korona Łaszczów – Unia Hrubieszów 0:1 (0:1)

niedziela, 27 maja 2018 Łaszczów

skład Korony Patryk Mac – Rafał Huzar, Wojciech Krawczyk, Igor Mosurec, Adrian Nizio – Bartosz Jamroż, Bartosz Stefanik, Paweł Kielar, Karol Śrótwa (60 Alan Wojnarski) – Przemysław Wawryca (80 Sebastian Brytan), Piotr Borowiak
trener Jerzy Bojko

skład Unii Kamil Tomczyszyn – Filip Pietrusiewicz, Wadim Alochin, Dominik Kazan, Krystian Romanowski – Łukasz Kamiński, Michał Wiejak (46 Mariusz Podgórski), Piotr Fulara – Błażej Omański (46 Mateusz Pańko), Mateusz Oleszczuk (65 Michał Blicharz), Jewgienij Gruj
trener Dariusz Herbin

gol 0:1 Jewgienij Gruj 13
żółte kartki Wojciech Krawczyk, Bartosz Jamroż (Korona), Mateusz Pańko (Unia)
sędziował Mariusz Słoboda (Tanawatka)

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?