Kolejna awaria busa. Tym razem na mecz nie dojechał Orion Dereźnia

Zespoły z gminy Biłgoraj mają pecha do przewoźników. Najwyraźniej Inspekcja Transportu Drogowego powinna poddać kontroli tabor firm z powiatu biłgorajskiego, świadczących usługi przewozowe. Z powodu awarii busa niedawno na mecz do Tyszowiec nie dojechał w pierwotnym terminie Olender Sól. Wczoraj do Miączyna nie dotarł Orion Dereźnia.

Zaległy mecz siedemnastej kolejki Olimpia Miączyn – Orion Dereźnia nie został wczoraj rozegrany. Zespoły miały się spotkać o godz. 17 na boisku Olimpii, jednak Orion nie dotarł do Miączyna. Powód? Awaria busa. – Bus doznał awarii, gdy dojeżdżaliśmy do Panasówki. Nie mieliśmy możliwości dojazdu innym środkiem transportu, bo wyjechaliśmy na mecz zbyt późno, gdyż nie wszyscy zawodnicy przyszli po pracy na zbiórkę o umówionej porze. Do awarii doszło około godz. 16. Kierowca wydzwaniał do innych kierowców ze swojej firmy przewozowej, zleciało ze dwadzieścia minut, ale żaden nie mógł wyruszyć w trasę. Żadnej kombinacji z naszej strony nie było. Mieliśmy czternastu zawodników do gry. Poinformowaliśmy o zdarzeniu przeciwnika i pana Andrzeja Swachę ze związku piłkarskiego. Pan Andrzej odpowiedział nam, że jeśli dopełnimy wszelkich formalności odnośnie tej awarii i dostarczymy materiały do związku w ciągu 48 godzin, to będziemy mogli zagrać z Olimpią w najbliższą środę. Wykonaliśmy zdjęcia, powiadomiliśmy o zdarzeniu policję, jutro wyślemy do związku wyjaśnienia – mówi Artur Czerw, trener Oriona. Warto podkreślić, że w ostatnim czasie w powiecie biłgorajskim było kilka przypadków awarii busa, który wiózł piłkarzy na mecz ligowy. Najwyraźniej Inspekcja Transportu Drogowego powinna poddać kontroli tabor firm z powiatu biłgorajskiego, świadczących usługi przewozowe.

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?