Gryf Gmina Zamość – Olimpiakos Tarnogród 3:2 (0:1). Gryf odrobił straty z nawiązką

ZAMOJSKA KLASA OKRĘGOWA. Gryf Gmina Zamość przegrywał z Olimpiakosem Tarnogród 0:2, ale zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, strzelając trzy gole. Po tej wygranej zespół z gminy Zamość awansował na szóste miejsce w ligowej tabeli.

Po pierwszej połowie Olimpiakos Tarnogród wygrywał w Zamościu na boisku za Rotundą z Gryfem Gmina Zamość 1:0. W 31 minucie, po dośrodkowaniu Wojciecha Gieruli, bramkę zdobył zamykający akcję Adrian Dydyński. Ten sam zawodnik podwyższył prowadzenie swojego zespołu, strzelając gola w 56 minucie, po zagraniu piłki przez Sebastiana Skrzypka z rzutu wolnego. Dwie minuty później kontaktową bramkę zdobył Adam Cymiński. Defensywny pomocnik Gryfa oddał bardzo mocny strzał z odległości około dwudziestu metrów. W 72 minucie do wyrównania doprowadził Rafał Burak. Obrońca zespołu z gminy Zamość strzelił gola z karnego, podyktowanego za faul na Patryku Gromku. Trzy minuty później przed polem karnym sfaulowany został Szczepan Popko i Tomasz Goździuk mógł posłać piłkę do siatki z wolnego. – Przez niecałą godzinę mecz był wyrównany. Obie drużyny miały po kilka groźnych sytuacji podbramkowych, ale nasi rywale byli skuteczniejsi i dlatego strzelili dwa gole. My swoich okazji strzeleckich nie potrafiliśmy wykorzystać. Z każdą minutą przeciwnicy słabli. Przyjechali na mecz w trzynastu, więc nie mieli zbyt dużego pola manewru jeśli chodzi o zmiany w składzie. Nie wytrzymali tego meczu pod względem kondycyjnym, a my to wykorzystaliśmy. W końcówce zmarnowaliśmy kilka „setek”, ale goście też mogli zdobyć bramkę. Tuż przed zakończeniem spotkania zawodnik z Tarnogrodu z pięciu metrów strzelił panu Bogu w okno – mówi Roman Blonka, grający szkoleniowiec Gryfa.

Oba zespoły od pewnego czasu są już pewne utrzymania w klasie okręgowej, dlatego mogą grać bez obciążeń, a ich trenerzy śmielej wystawiają do gry zawodników, którzy w tej rundzie rzadziej mieli okazję występować w lidze. Grając bez presji wyniku, drużyny stworzyły ciekawe widowisko, stojące na niezłym poziomie. – W pierwszej połowie dyktowaliśmy warunki gry. Zabrakło nam zawodników na ławce rezerwowych, więc spisywaliśmy się słabiej, zwłaszcza na środku pola. Cofnęliśmy się. Efektem tego były trzy stracone bramki – mówi Siergiej Sawczuk, trener i piłkarz Olimpiakosu. W środę, 30 maja rozegrane zostaną zaległe mecze siedemnastej kolejki, ale ani Gryf, ani Olimpiakos nie będą grały, bo ich spotkania nie zostały w marcu odwołane. Kolejny mecz zespół z Tarnogrodu zagra w sobotę, 2 czerwca. Tego dnia o godz. 17 spotka się na własnym boisku z Sokołem Zwierzyniec. Następnego dnia Gryf uda się do Dereźni Solskiej na mecz z Orionem (spotkanie rozpocznie się o godz. 16).

Gryf Gmina Zamość – Olimpiakos Tarnogród 3:2 (0:1)

niedziela, 27 maja 2018 Zamość (boisko przy ul. Droga Męczenników Rotundy)

skład Gryfa Patryk Dobromilski – Jarosław Wolski, Sebastian Magryta, Roman Blonka (40 Szymon Kostrubiec), Rafał Burak – Patryk Kierepka (60 Szczepan Popko), Adam Cymiński, Wiktor Flaga, Tomasz Goździuk, Kacper Cebula (86 Adrian Kaczmarczyk) – Piotr Bargieł (55 Patryk Gromek)
trener Roman Blonka

skład Olimpiakosu Marcin Strzelczyk – Karol Granda, Dawid Chamot, Siergiej Sawczuk, Maciej Małek – Łukasz Gancarz, Tomasz Mazurek, Roman Steckiw, Sebastian Skrzypek, Wojciech Gierula – Adrian Dydyński (70 Krzysztof Bartosik)
trener Siergiej Sawczuk

gole 0:1 Adrian Dydyński 31, 0:2 Adrian Dydyński 56, 1:2 Adam Cymiński 58, 2:2 Rafał Burak 72 (z karnego), 3:2 Tomasz Goździuk 75
żółte kartki Siergiej Sawczuk, Sebastian Skrzypek (Olimpiakos)
sędziował Krzysztof Kuryj (Zamość)

MaSzt
fot. Tomasz Tomczewski



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?