Biłgorajanie też pobiegną „Tropem Wilczym”

Na niedzielę, 4 marca zaplanowana została szósta edycja Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych „Tropem Wilczym”. To największy bieg pamięci w Polsce. Odbędzie się w około trzystu miastach. W Biłgoraju bieg rozpocznie się o godz. 12 na Placu Wolności. Do pokonania będzie dystans o długości 1963 m.

Biegi upamiętniające żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego, działającego w latach 1944-1963 w obrębie przedwojennych granic Polski, odbędą się po raz szósty, a w Biłgoraju – po raz trzeci. Do pokonania w niedzielę, 4 marca będzie trasa o długości 1963 m. Dystans nawiązuje do roku śmierci ostatniego żołnierza wyklętego – Józefa Franczaka ps. Lalek z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Lalek zginął w obławie w Majdanie Kozic Górnych pod Piaskami (woj. lubelskie, pow. świdnicki), osiemnaście lat po zakończeniu II wojny światowej. W biłgorajskim biegu udział mogą wziąć wszyscy chętni, którzy są w stanie przebyć w dowolnym tempie dystans 1963 m. Zapisy prowadzone są przez pocztę mailową (e-mail tropemwilczymbilgo2018@gmail.com). W treści zgłoszenia należy podać swoje imię i nazwisko oraz numer PESEL. Dla dwustu osób przed biegiem wydawane będą pakiety startowe, ufundowane przez organizatorów, czyli Fundację Rozwoju Polski Wschodniej. Zbiórka uczestników biegu zaplanowana została na godz. 11.45 na Placu Wolności. Start przewidziany został na godz. 12. Po biegu, o godz. 13.30 w ramach imprezy, w Biłgorajskim Centrum Kultury odbędzie się projekcja filmu o Józefie Franczaku „Mój przyjaciel Laluś” (wstęp nieodpłatny).

MaSzt



Markowe teksty

Marek Sztochel
Skandaliczne marnotrawienie publicznych pieniędzy

Łada 1945 Biłgoraj od kilku miesięcy szuka nowego prezesa, bo Winicjusz Oleszczak zrezygnował z tej funkcji. Nie jest to łatwe zadanie, bo szefem klubu sportowego powinien być ktoś, kto nadąża za stale zmieniającym się światem i odnajduje się w coraz to nowszej rzeczywistości, ma ochotę świadczyć nieodpłatnie ciężką pracę na rzecz lokalnej społeczności przez siedem dni w tygodniu, a ponadto musi mieć albo zasobny portfel, by samemu do tego „interesu” dołożyć, albo mocne poparcie przedsiębiorców lub miejscowych baronów, gotowych do dzielenia się swoim majątkiem. Warto się zastanowić, jak funkcjonowałyby sowicie finansowane z pieniędzy podatników instytucje kultury, gdyby oparte były tylko na działalności wolontariuszy?